wyszłam za mąż, już nie wracam...
Link 02.08.2009 :: 05:01 Komentuj (4)
Kto żyw w Wawie - proszę się ze mną spotkać rychło! Zbieram zapisy na maila na środę wieczór. :)
A co tam w Stanach słychać? Strasznie dużo się działo, min w piątek mieliśmy ostatni wykład/spotkanie z panią z ASMA, czyli American Society for Muslim Advancement. Pani była przesłodka, miała też świetny wykład, ale to co najbardziej mi się podobało, to fakt, że tłumacząc nam różne rzeczy o Islamie stale odnosiła się do Judaizmu. Zamiast mówić zgodne z zasadami, mówiła "kosher" ;) W tym mieście trzeba być Żydem, nawet jeśli się nim nie jest! ;)
Udało mi się też być w kilku miejscach, które umknęły mi za ostatniego pobytu w USA, czyli the Cloisters oraz Bronx. Cieszy mnie to bardzo bardzo.
Nie jest to wpis bardzo składny.
buzi
usk
widoczki i sztuka
Link 28.07.2009 :: 05:33 Komentuj (2)

dach MET - możecie pozazdrościć! :)

central park z dachu MET
blog antysemicki
Link 25.07.2009 :: 03:25 Komentuj (7)
Byliśmy w super non-proficie Make The Road NY, totalnie grass-rootowa ogranizacja dla Latynosów (mają działy na Staten Island, Queens i Brooklynie). Babeczka podaje statystyki hate-crimes (jak to przetłumaczyć?) w NY według NYPD (policji): 50% podłoże antysemickie, 25% homofobia i ataki na LGBT, 2% islamofobia i 2% anty-Lationo i anty-imigracja!!!! Te statystyki są z dupy i w żaden sposób nie odzwierciedlają rzeczywistości. Skąd się biorą? Bo w NY mieszka miliard przewrażliwionych, neurotycznych Żydów a la Woody Allen, którzy biją na alarm za każdym razem kiedy usłyszą słowo na literę J... Natomiast imigranci oraz Latynosi nie znają swoch praw i boją się zgłaszać zokolwiek na policję - znanej, swoją drogą, ze swojej niechęci wobec świerzo przybyłej populacji. Dodajmy do tego jeszcze barierę językową i mamy piekne statystyki, dzięki którym problem przemocy wobec imigrantów oficjalnie w NY nie istnieje, natomiast antysmietyzm, w tym najbardziej żydowskim mieście po Tel Avivie, się szerzy... Ach, no cóż! Nic, tylko zostaje antysemitką! ;)
Poza tym widziałam super wystawa w MET - Marc Jacobs próbuje nam udowodnić, że modelki to muzy sztuki 21 wieku i to dzięki nim zmieniły się kanony piękna. Jeśli chodzi o pokazywanie historii przez modę, to V&A robi to lepiej od lat, ale w sumie wystawa jest bardzo ładna. Szkoda tylko, że przesłanie takie naiwne... Z ciekawostek, w MET jest jeszcze ta wystawa - czad!
buzi
usk
ps.
by dalej pisać potrzebny mi głask od czytelników!
dzień cudny
Link 19.07.2009 :: 18:57 Komentuj (8)
Radosna wiadomość – wróciły polskie znaki! Błędy jednak
pozostawię… Inaczej dysonans poznawczy mógłby odstraszyć czytelników.
Ach! Ale to był dzień! Jestem w niebie! Na początek zadanie
programowe – poszukać mieszkańców Chinatown i zapytać ich o to, jak się odnajdują
w swojej dzielnicy. Jak niektórzy wiedzą, Chinatown to raczej dzielnica
turystyczna, coraz bardziej wchłaniana przez Financial District. Zadanie
wydawało nam się głupie i trudne i w ogóle, jedyne co zjednoczyło naszą małą,
trzyosobową podgrupę, to niechęć do zadania. Jakież było nasze zaskoczenie, gdy
po przełamaniu pierwszych oporów (btw zadanie funkcjonuje pod piękną nazwą „Breaking
Out of Your Shell”) napotkaliśmy mieszkańca Chinatown, który władał angielskim
(niełatwe). Następnie, dostrzegliśmy, że wokół Columbus Park (centralny park
dzielnicy) wisi tajemnicza wystawa, która niejako pyta o to samo co my: „Jaka
jest Twoja historia?”, „Czy czujesz, że masz wpływ, na to co się tu dzieje,”
etc. Oprócz tego, na innych tablicach były fragmenty wierszy, albo zdjęcia
przerobione na obrazy. Tak sobie niemrawo chodziliśmy, aż tu pod opisem wystawy
zastaliśmy młodą dziewczynę. Jak się okazało, ma właśnie praktyki w NGOsie,
który tę wystawę zorganizował. Co więcej, sam pan kustosz i założyciel
organizacji zaraz przybędzie. Robert Lee, bo tak nazywa się szef Asian American Arts Centre był niesamowity. Powiedział nam wszystko to, czego potrzebowaliśmy
i więcej jego wypowiedź objęła pozostałe cudowną klamrą. Bosko.
Całkowicie rozpromienieni sukcesem zadania, stwierdziliśmy,
że czas zacząć weekend. Już w większym gronie udaliśmy się na moje ukochane
Coney Island. Bosko! Właśnie trwa tam Siren Festival i załapałam się na kawałek
koncertu the Ravonettes. Choć przyznam, że nie samą muzyką człowiek żyje.
Pierwszy raz w życiu byłam na rollercosterze! Do tego było to Cyclone, czyli taka
klasyczna, drewniana, najstarsza na świecie kolejka… Nadal nie mogę uwierzyć,
jak było fajnie. Poza tym, pierwszy raz zobaczyłam CI tak przeładowane ludźmi
(czyli, tak, jak się powinno ją widzieć). Zachód słońca oglądaliśmy zaś z
Wander Wheel, też klasyk gatunku. Na wieczór był jeszcze pokaz sztucznych ogni.
Nie wiem, jak następne dni mogą przebić tę sobotę. Oby się
udało!
Buzi
usk
sad imigracyjny i instytut tanca
Link 17.07.2009 :: 05:38 Komentuj (3)
Drodzy, od jutra mamy miec internet, wiec jest szansa, ze w moich tekstach pojawia sie polskie lietrki... :)
Dzis byl chyba najciekawszy dzien na swiecie. Spedzilismy 4 godziny w amerykanskim sadzie dfederalnym ds imigracji. Najpierw rozmowa z sedzia, a pozniej mozliwosc obserwowania rozpraw o nadanie statusu uchodzca. Sedzia pozniej odpowiedzial na wszystkie pytania - bomba! Historie ludzi byly niesamowite. Zaskoczyla mnie tez swiadomosc sedziow dotyczaca dbalosci o uchodzcow i ubiegajacych sie o azyl... Rewelacyjnie to pasowalo do wczorajszej wizyty w szpitalu Bellevue (dostepny dla wszystkich szpital publiczny, w ktorym zalozono, wraz z NYU odzial terapii traumy po torturach), podczas ktorej dowiedzialismy sie wiele o calej procedurze ubiegania sie o azyl w USA od strony medyczno-NGOsowej. Nisamowite jest to, ze w USA organizachje pozarzadowe robia wszystko to, co w krajach europejskich zapewnia panstwo.
Druga czesc dnia spedzilismy w Instytucie Tanca, szkola zalozona w latach 70tych przez znanego tancerza. Wymyslil sobie, ze zosrganizuje dla dzieci z kiepskich szkol zajecia z baletu. Koncept sie rozrosl, ale nadal szkola oferuje dzieciakom taniec za darmo przez rok.
Buziak
usk
nasz projekt
Link 15.07.2009 :: 04:57 Komentuj (0)
Blog Humanity In Action NY 2009 - tam mozecie zobaczyc, co porabiamy dzien w dzien!
I jedna z moich ulubionych inicjatyw internetowych: Post-Secrets (poznane dzieki Gosi).
buzi
usk
sprawiedliwosc w nowym jorku
Link 15.07.2009 :: 04:51 Komentuj (3)
Niesamowite! Tyle moge powiedziec. Bylimy dzi w Red Hook Comunity Justice Centre. Wow! Jest to niesamowita incjatywa lokalna, w ktorej przestepstwa o niskiej szkodliwosci sadzone sa w sadzie lokalnym. Oprocz wyrokow (sprawy glownie zwiazane z wandalizmem, piciem na ulicy, przemoca w szkole, etc.) centrum zajmuje sie organizowaniem programow reedukacyjnych i rehabilitacyjnych dla podsadnych. Nacisk kladziony jest na to, by tych aresztantow nie skazywac - badania dowodza, ze jak Cie za mlodu skaza, to pozniej trafisz na zla sciezke. Zamiast aresztu proponuje sie terapie antynarkotykowa, szkolenia, etc. Sedzia nie ogranicza sie tylko do jednej dziedziny, ale jednoczesnie orzeka w sprawach zwiazanych z przestepstwami, nieruchmosciami i wszystkim tym, co wazne jest dla lokalnej spolecznosci. Cale centrum przypomina raczej super rozbudowana swietlice srodowiskowa niz sad, a jednak! Dzieki tej inicjatywie Red Hook, dzielnica ktora od powlowy lat 80tych byla uwazana za 3 najniebezpieczniejsza w kraju stala sie niebem na ziemi. ;) No, tu przesadzam, ale serio, zamiast 50 zabojstw na rok, mieli 3. Niezla poprawa... Zeby nie bylo, ten sad zajmuje sie tylko wykroczeniami, powazne sprawy odsylane sa do innych sadow.
Siedzielismy na sali sadowej - sedzia po tym, jak posluchal sprawozdzania opiekuna spolecznego nieletniego (chlopak poprawil oceny i wychodzi na prosta) powiedzial mu, ze jest z niego dumny i kazal nam wszystkim klaskac w uznaniu przemiany. To bylo niesamowite. Tego typu inicjatywy sa na tyle skuteczne, ze Liverpool zaadoptowal ten system. Podobne innowacje stopniowo wprowadzane sa w inych miejscach w NY i USA.
Jestem zachwycona, ale ciagle zadaje sobie pytanie - gdzie jest haczyk? Na razie nie znalazlam, ale wszystko w swoim czasie.
Z innych ciekawych rzeczy, to samo Red Hook jest smieszne, bo ma nadbrzeze, ktore jest mega alternatywnie wylansowane (sztuka hipsterska i organiczne jedzenie)! Poza tym nadbrzezem zajela sie tez IKEA, ktora przemienila stare doki w piekny deptak. Super sprawa.
Nie mam sily sprawdzac tego wpisu, wiec jest pewnie jeszcze bardziej poprzetykany bledami niz inne. Nie ma, jak zasmiecac net!
buzi/
usk
open your soul to Jesus
Link 13.07.2009 :: 05:46 Komentuj (0)
Wow, sie dzialo ostatnio!
Spotkania dotyczace rasy i niewolnictwa w usa, oraz wyborow, a na deser mega-kosciol (mega church) w jamaica center. Udalo sie nam tez grupa jakos wyjsc w weekend i nawet fajnie sie tanczylo.
Nieststy Gosiu, nie zobaczylam Twojego meza... Za to dzi gralam w tenisa, bo w akademiku sa korty. Dla kkazdego cos milego. Chyba nie jestem w stanie wyprodukowac z siebie nic bardziej kreatywnego, pomysle jeszcze o tym...
Powinnam napisac cos kontrowersyjnego, zeby sie komentarze namnozyly. A zatem, jeden pan powiedzial, ze Michael Jackson przeistoczyl sie w biala podstarzala kobiete (kulturowo najmniej niebezpieczny typ). Co wy na takie odczytanie krola popu?
buzi
usk
znow o jedzeniu
Link 09.07.2009 :: 04:52 Komentuj (11)
Pamietacie
ten epizod z historii PRLu, gdy zbieralo sie koce dla bezdomnych w Ameryce? Ja
tez nie, ale mama mi o tym mowila. Po wczorajszym spotkaniu mysle, ze to wcale
nie byla anty-imperialistyczna propaganda, tylko sama prawda! Ameryka to jednak
w wielu miejscach trzeci swiat… A retoryka, zwlaszcza tych, ktorzy chca cos w
tym swiecie zmienic, to potega.
Dawno juz nie pisalam o konsumpcji w stanach... Niemniej, CO-OP z Park Slope
powraca, jak bumerang, bo wczoraj mielismy spotkanie z pania z WE ACT (NGO
dzialajace na rzecz environmental justice w Polnocnej czesci Manhattanu (Harlem
i Inwood). Mloda babeczka; robia z organizacja bardzo fajne rzeczy - w wyniku
ich akcji, badan wraz z Columbia Uni oraz przy pomocy dwoch pozwow sadowych
udalo im sie sprawic, ze usprawnili oczyszczalnie sciekow na Harlemie oraz MTA
(transport miejski) ma obowiazek wymiany floty na bardziej ekologiczna. Oprocz
tego, organizacja zajmuje sie wplywem srodowiska na zdrowie mieszkancow. Duza
uwage przykladaja do problemu otylosci oraz cukrzycy. W ogole, do tego
blednego kola, ktore wynika z ksztaltowania sie zlych nawykow wsrod
mieszkancow. Te nawyki wynikaja z baraku edukacji oraz blednych informacji,
min. dotyczacych astmy. Z tego co pamietam, to astma u czarnych dzieci
wystepuje o 237% razy czesciej niz u bialych i jest to powiazane z miejscem
zamieszkania tych dzieci.
Jednym ze zlych nawykow, ktory prowadzi do nadwagi, otylosci I cukrzycy jest
zle odzywaianie sie i brak ruchu. O dziwo, jedna z przyczyn tej stagnacji jest
likwidacja wf-u w szkolach, oraz przekonanie, ze jesli ktos cierpi na astme to
powinien unikac wysilku fizycznego. Zle odzywiainie zas wynika glownie z braku
dostepu do dobrej jakosci, roznorodnych produktow. Na Harlemie nie buduje sie
supermarketow, sa tylko male sklepy z wysoko przetworzona zywnoscia oraz jakas
masakryczna nadreprezentacja fastfoodow. Najdziwniejsze jest to, ze sieci
supermarketow argumentuja, ze nie maja poco odtwierac sklepow w tej dzielnicy,
bo nikt by nie kupowal – ale to przekonanie nie jest oparte na zadnych
badaniach rynku… Tak czy siak, wiekszosc mieszkancow Harelmu nie moze sobie
pozwolic na zakup swierzych produktow na codzien, poniewaz sklep jest albo za
daleko, albo za drogi.
Dobra,
juz dwa akapity, a ja wciaz nie doszlam do celu! Cala ta dyskusja doprowadzila
nas do tematu alternatywnych roziwiazan dostarczania zywnosci. Jak sie okazuje
CO-OP w Park Slope, choc znany, nie jest jedynym takim przedsiewzieciem w
kraju. Oprocz CO-OPow (calych sieci) rozsianych po calym kraju, glownie na
Polnocnym-Zachodzie, istnieje tez CSA (Community Supported Agriculture), oparte
na zalozeniu, ze mali lokalni producenci jedzenia dogaduja sie z lokalna
wspolnota i sprzedaja jej produkty bezposrednio. W Harlemie istnieje to pod
nazwa Food Change. Jest tez Lower Income Farmer’s Market, jak rowniez
inicjatywa Community Gardens (w NY sa to Red Hook Farm oraz East New York
Farm). Ta ostatnia opcja nie jest do konca bezpieczna, poniewaz, jak wiemy
okolice NY sa dosc zanieczyszczone.
Fascynujaca
jest to, ze w USA nadal utopia wprowadza sie w zycie. Z abstraktu przechodza w
roziwazania, ktore maja stawac na przeciw rozszalalemu kapitalizmowi. Jak
wiemu, Adam Smith zakladal, ze nieiwidoczna reka rynku bedzie skuteczna,
poniewaz ludzie sa w gruntu dobzi, a filantropia jest dla nich naturalnym
odruchem. Niestety, wraz z rozwojem konsumeryzmu, lessaire-faire’yzm (?!)
pozostal, ale nie ma juz tej filantropi (to znaczy, nie w takiej skali, o ktora
chodzi). Nadal nie jestem w stanie ogarnac tego, ze tu szkolnictwo i opieka
zdrowtona to biznes, jak kazdy inny. Gdzie wszystko jest podyktowane
checia zysku, a nie dobrem obywateli. Moze brzmie troche jak oszolom, ale mnie
to szokuje.
Och, tak bym chciala teraz napisac o dyskusji na temat niewolnictwa na Polnocy
USA, ale czuje, ze nikt nie bedzie mial cierpliwosci, zeby to przeczytac… No
nic, moze jutro sie zmotywuje!
Btw,
mam tu lekki przedsmak tego, jak zyje sie w biedzie. Dostajemy $100 na tydzien
na pokrycie jedzenia I rozrywek, jest sroda, a ja mam $3 w portfelu (jedzenie w
lodowce na ok 2 dni max)… Zle sie zapowiada moja przyszlosc I dorosle zycie!
buzi
proba 2... we're harlem bis
Link 07.07.2009 :: 05:40 Komentuj (6)
W kazdym razie, dzis rozpoczal sie program. Pierwszy wyklad przedstawil pan, ktory choc dostal Pulitzera najlepszy byl w unikaniu odpowiedzi na pytania i udowadnianiu nam, ze jestesmy malo madrzy. A moze tylko mnie to chcial udowodnic... Pozniej zas bylo szeciogodzinne zwiedzanie Harlemu - jak zawsze bosko! Najlepsze bylo to, ze pod koniec dostalimsy mase soulfoodu i weszlismy do brownstone'a!!!
Gosiu, ale bylo fajnie, jak tam razem lazilismy!!!!
Poza tym, we wczorajszym wpisie mialo byc troche o ludziach z ktorymi mam tu do czynienia, ale chyba na razie jeszcze poczekam z opiniami.... Powiem wam tylko, ze opiekun akademika powiedzial, ze nie mozna wchodzic do akademika, jezeli spozyty alkohol lub wziete narkotyki doprowadzily nas do nieprzytomnosci, (daa) oraz ze karaluch nie jest zwierzeciem domowym (pet) - jak widac w USA wszystko jest mozliwe!
Zapowiada sie na to, ze nie bede miala na nic czasu...
buzi
usk